Nick autora: Tymon
Nick autora: Tymon
Data publikacji 02.11.2026
Czas czytania ok. 2 min

Przez kilkanaście lat pracowałem niemal bez zatrzymania. Od początku byłem związany z jednym oddziałem. Najpierw dyżury na SOR-ze, później dyżury na oddziale z intensywną terapią. Popołudniami praca w POZ, a później w kolejnych poradniach.

Tu potrzebowali specjalisty, tam ktoś odszedł, gdzie indziej kolega prosił o pomoc. Jak odmówić? Przeciętnie przepracowywałem około 250 godzin miesięcznie, bywało więcej. Nieprzespane noce, reanimacje, trudne decyzje, rozmowy z rodzinami pacjentów, konflikty, odpowiedzialność, która nie kończyła się wraz z wyjściem ze szpitala.

Z czasem zacząłem zauważać, że jestem coraz bardziej zmęczony. Coraz łatwiej wpadałem we frustrację. Po pracy nie miałem już siły ani ochoty na nic. I wtedy pojawił się mały człowiek.

Nagle okazało się, że nic nie jest ważniejsze od chwili, gdy czeka na mnie w domu. Podjąłem decyzję, która dla wielu była niezrozumiała. Oznajmiłem, że odchodzę ze szpitala. Rezygnuję z dyżurów.

Przechodzę do spokojniejszej pracy w poradni. Był szok. „Jak to? Przecież jesteś potrzebny. Zmarnujesz się. Pacjenci cię cenią. Szkoda takiego specjalisty.”

A ja po prostu wiedziałem, że już nie chcę tak żyć. Dziś wracam do domu o normalnej porze.

Jem obiad z rodziną. W drzwiach wita mnie roześmiane dziecko, które zdążyło już nauczyć się chodzić i wypowiada pierwsze słowa. W sobotę budzę się we własnym łóżku, a nie na>