Po 25 latach od otrzymania dyplomu jestem dokładnie tam, gdzie chcę być
25 lat temu skończyłam studia. Roczny staż w szpitalu w rodzinnej miejscowości, a po nim życie napisało swój scenariusz. Chciałam pracować na SOR, a trafiłam na wieś. Przychodnia nowoczesna, pacjenci od 0 do >100 lat, personel przyjazny – zostałam, mimo że jako młody lekarz nie miałam samochodu i musiałam dojeżdżać PKSem.
Zrobiłam specjalizację z pediatrii choć cały czas przyjmowałam też dorosłych. W między czasie zmienił się właściciel przychodni, co negatywnie wpłynęło na warunki pracy, trzeba było znaleźć inną przychodnię, co na szczęście nie było problemem. Oprócz pracy w POZ dyżurowałam w szpitalu w Oddziale Pediatrii i Neonatologii, pomagałam w Rejonowej Stacji Krwiodawstwa oraz zaczęłam przygodę z medycyną paliatywną i pracą w hospicjum domowym. Początki były trudne i smutne, wiele razy zastanawiałam się czy się do tego nadaję.
Dziś pracuję w przychodni w rodzinnym mieście – i oby tak już do emerytury – oraz dyżuruję w Hospicjum Dziecięcym. Praca z dziećmi, dla których nie ma nadziei na wyleczenie, ale jest miejsce na uśmiech, bliskość i chwilę zatrzymania to właśnie to, co daje ukojenie, to, co daje satysfakcję z tego gdzie się jest i po co, to właśnie to, co pozwala się zdystansować do błahych problemów, które niejednokrotnie wyolbrzymiane wydają się nie mieć rozwiązania.>