Nick autora: JJj
Nick autora: JJj
Data publikacji 03.12.2025
Czas czytania ok. 2 min

Jestem lekarzem od lat. Widziałem wielu przedstawicieli medycznych – niektórzy przychodzą, klepią regułki, zostawiają ulotki i znikają. Inni próbują cię przekupić kawą, lunchami, długopisami. Ale żaden z nich nie przebił pewnego Bartka.

Bartek był nowy. Przyszedł świeżo po szkoleniach, garnitur jak spod igły, torba z logo firmy większa od jego entuzjazmu. Umówił się na prezentację leku na przewlekłe migreny. Nie byłam codziennie w tej poradni, wiec dzwonił wcześniej. Spóźnił się 40 minut – bo, pomylił filie, a potem nie miał jeszcze wprawy „zmieszania z tłumem pacjentów”. W końcu wchodzi do mnie, czerwony jak burak, sapiąc: „Dzień dobry! Mam dla Pani doktor coś rewolucyjnego na głowę!” Może czapkę niewidkę? Zaczyna mówić, wyciąga ulotki, pokazuje tablet z filmem, ale przez nerwy myli dawki, mechanizm działania, aż w końcu… klikając coś na tablecie, niechcący przesyła mi plik przez AirDropa. Myślę – pewnie ulotka. Ale nie. Otwieram i widzę: jego własny, nagrany filmik próbnej prezentacji przed lustrem. W samych bokserkach. Ćwiczy mowę, gestykuluje dramatycznie jak prezenter telezakupów, i krzyczy: „Ten lek ZMIENI TWÓJ MÓZG. Dosłownie. Ale w dobrym sensie!” Zapanowała absolutna cisza. Spojrzeliśmy sobie w oczy. On był blady, ja... próbowałam nie parsknąć śmiechem. W końcu powiedziałem: „Cóż, Bartek, nie wiem jak ten lek działa>