Nadzwyczaj spokojny dyżur
Tego dnia pracy na oddziale było tyle, co zwykle. Jakiś wypis, jakieś badanie do opisania, nic szczególnego. Po regularnych godzinach pracy przeszłam do gabinetu dyżurnego. Telefon dyżurny ciągle się gubił, więc od jakiegoś czasu pielęgniarki dzwonią do nas na numery prywatne, jeśli jest potrzeba interwencji czy konsultacji na izbie przyjęć. Nudzę się potwornie, spędzam czas bezczynnie przeglądając strony w internecie. Wybija godzina obchodu - zwlekam się z kanapy, zadowolona, że miałam taki spokojny dyżur do tej pory, ani jednego telefonu. Czy już wiecie, dokąd zmierza ta historia? Tak, zgadliście - tego dnia wcale nie miałam dyżuru! Kolega był tak zarobiony na izbie, że nie miał czasu przyjść do dyżurki, więc przez kilka godzin się nie zorientowałam. Zamiast spędzić ten czas w domu czy na zakupach, siedziałam bezczynnie w gabinecie... Cóż, i tak wspominam go jako mój najprzyjemniejszy „dyżur” w tym szpitalu.
Magdalena
