Za każdym lekiem kryje się człowiek
To był zwykły dzień, jakich wiele – pełen pacjentów, telefonów, wyników do przeanalizowania. W biegu, między jedną a drugą wizytą, zapukała do drzwi przedstawicielka medyczna. Nowa twarz, bardzo spokojna, lekko zdenerwowana, z klasyczną torbą i delikatnym głosem. Usiadła, zaczęła mówić o nowym preparacie, a ja – szczerze mówiąc – słuchałam jednym uchem, drugim nadal analizując przypadek pacjenta sprzed chwili. W pewnym momencie zacięła się w pół zdania, po czym powiedziała cicho: „Przepraszam, pani doktor . To mój pierwszy dzień w terenie od dłuższego czasu… Właściwie to od śmierci mojego taty. On też był lekarzem. Zawsze mi powtarzał, że najważniejsza w tej pracy jest rozmowa – i że lekarze to nie „cel sprzedażowy”, tylko ludzie, którzy niosą pomoc dalej.”
Zrobiło się cicho. Odłożyłam długopis, spojrzałam na nią i zapytałem, czy chce po prostu chwilę porozmawiać – bez prezentacji, bez broszur. Przez kilka minut opowiadała o ojcu, o tym, jak zabierał ją do gabinetu w weekendy, o zapachu kawy i dźwiękach starego stetoskopu. Nie mówiła dużo o pracy – bardziej o wartościach, które z niej wyniosła. Na koniec podała mi ulotkę – lekko zawstydzona. „Gdyby pani doktor miała kiedyś chwilę, to naprawdę warto spojrzeć – to dobry produkt. Ale dzisiaj... po prostu dziękuję, że>