Trzepot złotych bransolet
Ciepły, letni, piątkowy poranek. Przyjmuję pacjentów w przyszpitalnej przychodni dermatologicznej w Austrii. Jestem w przestronnym gabinecie, ale przejściowym. Lekarze i pielęgniarki często krążą, nie zawsze domykając za sobą drzwi. Spoglądam na ekran. Kolejna pacjentka na liście, “coroczna dermatoskopowa kontrola znamion”.“Oo, coś co lubię”, pomyślałam.
Wywołuję pacjentkę. W drzwiach staje siedemdziesięcioletnia, opalona, zadbana kobieta, na oko dziesięć lat młodsza niż wskazuje metryka. Szyję zdobią korale. Na nadgarstkach bransoletki. Po krótkim zebraniu wywiadu, polecam przygotować się do badania w kabinie obok. Po chwili pacjentka wraca kompletnie naga. Dumnie kieruje się w stronę kozetki. Przy każdym kroku słychać trzepot złotych bransolet i turkusowych korali. Pacjentka nie pytając, bez żadnego polecenia, z uśmiechem na twarzy kładzie się na leżance i leży na plecach z rozłożonymi rękoma. Widać dumę i radość w oczach. Trzykrotne sugestie nałożenia bielizny i stanika zakończone fiaskiem.
Myślę sobie: „Świetnie, każdy kto tędy przejdzie pomyśli, że doktor Agata z Polski wszystkich od razu rozbiera do rosołu, bez żadnego okrycia, bez grama intymności.” Choć nie był to piątek trzynastego, to właśnie tego dnia i o tej porze przemknął przez gabinety poradni ordynator kliniki. “A jak! Oczywiście, dziś musiał tędy przechodzić!”, skomentowałam w myślach.
Ordynator szukał leku biologicznego przechowywanego w moim gabinecie w lodówce stojącej naprzeciwko>