Data publikacji 13.12.2024

Sobotni dyżur w szpitalu monoprofilowym i ja, jako początkująca lekarka. Piękny dzień jakich mało na początku roku, zima za oknem, weekend. Zwykle pacjenci zmęczeni diagnostyką w ciągu tygodnia odpoczywają przez weekend w oczekiwaniu na nowe wyzwania, które na nich czekają z początkiem tygodnia. Normalnie oczekują na te wydarzenia pogrążeni w książkach, krzyżówkach lub rozmowach z najbliższymi albo towarzyszami niedoli na sali. Tym razem było jednak inaczej. Pacjenci zmęczeni zbyt długimi zimowymi dniami nieustannie absorbowali personel w poszukiwaniu źródła zabawy. Całość trwała kilka godzin, aż w pewnym momencie zrobiło się wyjątkowo cicho... Zaniepokojona tym faktem udałam się na obchód w celu zweryfikowania tego stanu.

Jakież było moje zdziwienie, gdy na korytarzu poczułam zapach świeżo gotowanego rosołu. Z tego, co zdążyłam się zorientować było już dawno po obiedzie, a zresztą podawali krupnik. Weszłam na kilka sal... pusto.. cisza jak makiem zasiał..

Zdenerwowana chciałam wszczynać alarm. Jednak wszystko rozstrzygnęło się na ostatniej sali - ku mojemu zdziewaniu na środku stała przenośna kuchenka elektryczna, a na niej wielki gar z gotującym się rosołem wokół którego stali pacjenci z oddziału krojący warzywka.

Okazało się, że mąż jednej z pacjentek zmęczony jej ciągłym narzekaniem na nudę i niekoniecznie dobre obiady w szpitalach postanowił umilić jej czas i przywiózł jej>