Monika Łukasiewicz
dr n. med.
Monika Łukasiewicz
Data publikacji 15.05.2026
Czas czytania ok. 9 min

Poproszono mnie o napisanie artykułu o satysfakcji z życia osobistego lekarzy. Usiadłam do raportu z pewnym wyobrażeniem, właściwie co tu dużo ukrywać dość ponurym. Pomyślałam: będzie ciężko. Pewnie zobaczę zmęczenie, samotność, brak czasu, rozwody i relacje ledwo mieszczące się między dyżurami. Codzienność, w której życie prywatne jest czymś, co lekarz próbuje upchnąć w kalendarzu między poradnią, oddziałem, konferencją i zaległą dokumentacją.

Jakże się pomyliłam…

Pierwsze „wow” przyszło szybko. Okazało się, że 92% lekarzy deklaruje, że jest zadowolonych lub bardzo zadowolonych ze swojego życia. Dla porównania, w populacji ogólnej taki poziom zadowolenia deklaruje tylko 53% Polaków. To nie jest kosmetyczna różnica. To przepaść. Wielki Kanion zadowolenia, powiedziałabym). Jednak, jak to u mnie, od razu pojawia się pytanie: jak to możliwe, że grupa zawodowa, o której tak często mówimy w kontekście przemęczenia, dyżurów, presji, odpowiedzialności i wypalenia, jednocześnie deklaruje tak wysoki poziom satysfakcji z życia? 

I wtedy pojawiło się drugie „wow”, jeszcze ciekawsze. Bo ten raport nie pokazuje lekarzy jako armii nieszczęśliwych, wypalonych ludzi w fartuchach, którzy już tylko liczą godziny do urlopu albo emerytury. Nic z tych rzeczy kochani. On pokazuje coś dużo ciekawszego: życie lekarza jako życie w paradoksie. A paradoksy to my znamy bardzo dobrze. Żyjemy między jedną kawą>