Genialny. Wybuchowy. Chory. Ludwig van Beethoven to postać niezwykle barwna, o której już za życia krążyły legendy. Niemal każdy zna jakiś fragmenty jego symfonii, nawet, jeśli nie wie, że to on go skomponował.

Geniusz

Nie miał wyjścia, musiał zostać geniuszem. Jego ojciec dość wcześnie zorientował się w talentach syna i zapewnił mu stosowną edukację, pragnąc wychować cudowne dziecko. Dzięki temu już jako dwunastolatek komponował. Swoim utworom nadawał zabawne tytuły (np. „Elegia dla martwego pudla”), ale muzycznie były świetne. Szybko zdobył uznanie, którym jako kompozytor cieszył się do końca życia. Czuł swoją epokę jak nikt inny. Stworzył monumentalne symfonie i mniejsze utwory na pianino czy na kwartety smyczkowe. Czegokolwiek nie komponował, zawsze słychać było w tym potrzebę wolności, potęgę ludzkiej woli i człowiecze zmagania z losem.

Ostatni z klasyków wiedeńskich, albo pierwszy romantyk. Wytyczył kierunek rozwoju muzyki na cały XIX wiek. W wieku dwudziestu pięciu lat zaczął nieodwołalnie głuchnąć.

Furiat

Geniusz bywa blisko obłędu. Wielkie umysły działają inaczej, niż przeciętne. Nie inaczej było z Beethovenem. Mówiono o nim, że był wybuchowy. Bywał impulsywny i agresywny, przez co z wieloma osobami był skonfliktowany. Jednocześnie miał swoje lęki i obsesje. W listach i testamencie  pisał o swojej depresji, wywołanej między innymi głuchotą.

Na pewno widziano w nim dziwaka, kogoś, kto>

Pacjent